Arkadiusz Nagieć

wolny duch webapp developera

O mnie

Nazywam się Arkadiusz Nagięć. Od zawsze nierozerwalnie złączony jestem z morzem. Tym najważniejszym dla mnie jest polski Bałtyk. Właśnie na jego wybrzeżu przyszedłem na świat i tutaj też mieszkam aż do dziś.

Urodziłem się 1 września 1973 roku na Pomorzu. Moja rodzina, tak jak większość w tym regionie, utrzymywała się z pracy w przemyśle stoczniowym. Mój Ojciec pracował w tej najważniejszej – Stoczni Gdańskiej. Przy jego udziale powstawały statki: pasażerskie, kontenerowce i żaglowce. Swoją codzienną, ciężką harówką wpoił we mnie etos pracy, dzięki któremu w dorosłym życiu udało mi się odnieść sukces zawodowy. Jednak co ważniejsze, jako siedmiolatek, otrzymałem od Ojca najważniejszą lekcję – nauczył mnie jak ważna jest solidarność z innymi ludźmi. Tata uczestniczył w strajkach i był obecny w czasie podpisania porozumień sierpniowych. Tylko dzięki prawdziwemu oddaniu wobec przyjaciół
i wzajemnemu zaufaniu, on i jego koledzy skutecznie sprzeciwili się komunistycznym rządom, które nie dbały o los pracowników stoczni. Tamte wydarzenia utwierdziły mnie w przekonaniu, że jego dokonania uczyniły go bohaterem nie tylko w moich oczach.

Choć mój ojciec był pracownikiem fizycznym – a może właśnie dlatego – bardzo chciał, aby jego syn zdobył solidne wykształcenie. Bez jego wsparcia, nigdy nie udałoby mi się osiągnąć tego, co wypracowałem w swoim dorosłym życiu po studiach. Ojciec wysłał mnie na Politechnikę Gdańska, gdzie studiowałem na Wydziale Elektroniki. Nauka stanowiła dla mnie nie tylko zobowiązanie, które musze spełnić ze względu na oczekiwania rodziny. Studia po prostu sprawiały mi czystą radość. Wiedziałem, że zajmuję się tym, co chce w życiu robić. To jednak nie był łatwy czas. Transformacja łączyła w sobie dwie skrajne emocje. Z jednej strony powiew zmian – w powietrzu czuć było entuzjazm i nadzieję na lepsze jutro. Z drugiej jednak strony, wzywania przed jakimi postawiły ludzi wprowadzane reformy, były druzgocące. Pamiętam, jak mój wujek trzymał zaoszczędzone pieniądze na zakup klasycznego malucha (czekał latami, ponieważ nasza rodzina nie należała do partii). Biedak zmarł w trakcie wprowadzania planu Balcerowicza i gdy już pochowaliśmy wujka, za oszczędzoną przez niego kwotę można było nabyć co najwyżej kołpaki, ale nie samochód.

Ja jednak nie poddawałem się. Zgodnie z przyswojonym nastawieniem do życia robiłem swoje, co ostatecznie się opłaciło. Dzięki swojej determinacji oraz wsparciu nauczycieli, którzy we mnie uwierzyli, otrzymałem niespotykaną szansę – mogłem wyjechać na wymianę na zagraniczny uniwersytet. Moja radość była nieposkromiona. Z drżeniem serca udałem się do Sztokholmu, gdzie kontynuowałem naukę jako student. Szwecja to był zupełnie inny świat. Ludzie, którzy mieszkali w wolnym, bezpiecznym i dostatnim kraju sprawiali wrażenie szczęśliwych i zadowolonych z życia. Zamarzyłem sobie wtedy, że i w Polsce pewnego dnia będzie podobnie.

Studiując w Sztokholmie nawiązałem wiele cennych znajomości i relacji, które trwają do dziś. Poza nauką, dorobiłem sobie w Szwecji trochę pieniędzy, pracując jako student. Dzięki tym dwóm czynnikom udało mi się wyjechać na studia w Zjednoczonym Królestwie Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Właśnie tam rozwinąłem w pełni swoja miłość do informatyki. Zachodnie uczelnie oferowały możliwość pracy z takim sprzętem, o jakim nam się w Polsce wtedy nawet nie śniło. To wszystko sprawiło, że dziś jestem freelancerem i zajmuje się nowoczesnymi technologiami. Ucząc się po angielskiu opanowałem także do perfekcji znajomość tego języka.

Po powrocie do kraju z Wysp Brytyjskich posiadałem wiedzę i umiejętności, jakie w Polsce miało niewiele osób. Dzięki temu, szybko znalazłem pracę w międzynarodowej korporacji. Po latach ciężkich studiów i ciągłego dorabiania na życie, zależało mi na tym, aby wreszcie zarobić przyzwoite pieniądze i osiągnąć bezpieczeństwo finansowe. Oczywiście moim celem było także zwiększenie komfortu swojego życia. Dlatego ślepo rzuciłem się w wir pracy, poświęcając jej znacznie więcej czasu niż powinienem. Teraz nazwalibyśmy to pracoholizmem.

Z biegiem lat doszedłem jednak do wniosku, że pieniądze to nie wszystko. Na własnej skórze nauczyłem się, że warto utrzymać w życiu pewną zdrową równowagę pomiędzy pracą a życiem prywatnym – Anglicy nazywają to work-life balance. Czas spędzony w korporacji pozwolił mi zdobyć niezwykle cenne doświadczenie. Po odejściu z firmy założyłem własną działalność
i szczęśliwie funkcjonuje teraz jako freelancer. Wiem już, że praca nie jest celem, a narzędziem do ciekawego życia i spełniania swoich pasji. Dzięki możliwości pracy zdalnej jestem w stanie realizować swoje łączące się pasje, jakimi są podróże oraz żeglarstwo. Jednak po każdym z wojaży z radością wracam z powrotem do domu – na moje ukochane Pomorze.

Potrzebujesz pomocy?

Start typing and press Enter to search

Shopping Cart

Brak produktów w koszyku.